Spółdzialnia Mieszkaniowa w Chojnicach
Spółdzialnia Mieszkaniowa w Chojnicach
Spółdzialnia Mieszkaniowa w Chojnicach
Spółdzialnia Mieszkaniowa w Chojnicach
Spółdzialnia Mieszkaniowa w Chojnicach
Historia i teraźniejszość

Pod hitlerowską okupacją

Podczas ostrzału artyleryjskiego w dniu l września 1939 roku jako pierwszy w Chojnicach poważnie uszkodzony został budynek przy ul. Warszawskiej 23, inny pocisk spowodował wyrwę w ścianie domu Warszawska 19. Zniszczenia były jednak niczym wobec wydarzeń, które miały dopiero nastąpić.

1 września 1939 roku, ulica Warszawska 19
1 września 1939 roku, ulica Warszawska 19
Blisko sześć lat okupacyjnej nocy było koszmarem dla mieszkańców Chojnic, także dla członków spółdzielni mieszkaniowej. Zaraz po opanowaniu miasta hitlerowcy ustanowili nad spółdzielnią przymusowy zarząd niemiecki w osobie Treuhändera (powiernika). Funkcję tę sprawował z na dania nowych władz przedwojenny przedsiębiorca Chojnicki, właściciel tartaku, Niemiec Fryderyk Steinhilber.

Tuż przed wojną wielu mieszkańców opuściło Chojnice, w obawie przed hitlerowską agresją uciekając w głąb i na wschód kraju. Gdy powracali z ucieczki po kilku dniach lub tygodniach, zastawali swe mieszkania zajęte przez Niemców miejscowych, lub przybyłych z Rzeszy. Do mieszkania długoletniego prezesa spółdzielni, Antoniego Ulandowskiego, wprowadził się ze swój ą rodziną emerytowany sekretarz sądu grodzkiego, który niezwłocznie zadeklarował się nowej władzy jako volksdeutsch. Bezprawne eksmisje spółdzielców, przeprowadzane w sposób nagły, bez wskazania zastępczego lokalu, odbywały się przez wszystkie lata wojny. Okupanci potrzebowali bowiem mieszkań dla sprowadzanych z Niemiec urzędników i funkcjonariuszy. Wiele mieszkań zostało zagęszczonych do granic możliwości poprzez dokwaterowanie lokatorów. Rodziny pochodzące z centralnej Polski, które osiedliły się w mieście w dwudziestoleciu, wysiedlano do Generalnego Gubernatorstwa; po nich także pozostawały lokale dla hitlerowskiej kadry.

Spółdzielcy dzielili los ogółu mieszkańców Chojnic, razem z wszystkimi poznali grozę zbrodniczej jesieni 1939 roku. Wśród pierwszych ofiar masowych zbrodni znaleźli się A. Ulandowski i jego syn Leon, student prawa; gestapo aresztowało ich 9 października, po raz wtóry 24 października, a trzy dni później zostali rozstrzelani w Dolinie Śmierci. W tym samym miejscu straceni zostali urzędnicy pocztowi Teodor Knitter i Władysław Kręcki, których aresztowano 3 listopada; świadkowie widzieli jak wywieziono ich w kierunku Igieł. Celnika Bolesława Sarnowskiego 24 listopada zabrano z domu i tego samego dnia zamordowano w Dolinie. Pozbawiono życia nauczycieli gimnazjum: Józef Matysik został rozstrzelany w dniu aresztowania, 30 października 1939 roku, a jego kolega Stanisław Sawicki zmarł 29 sierpnia 1940 roku w obozie Dachau. Kolejarz Franciszek Diewel, aresztowany 28 stycznia 1942 roku, zakończył życie półtora roku później w więzieniu w Toruniu.

Okupacyjna codzienność to nie tylko głodowe warunki bytu, zakaz używania ojczystego języka, dyskryminacja i upokorzenia Polaków na każdym kroku, lecz także życie pod ciągłą groźbą represji: zesłania na przymusowe roboty, aresztowania za nieprzychylny stosunek do władzy, osadzenia w obozie koncentracyjnym np. za odmowę podpisania niemieckiej listy narodowościowej. Na porządku dziennym były denuncjacje hitlerowskich szpicli i kolaborantów. Albin Makowski, znany regionalista i po wojnie działacz samorządu spółdzielczego, został aresztowany przez gestapo 17 listopada 1942 roku za kontakty z ruchem oporu i uprawianie antyhitlerowskiej propagandy; do wyzwolenia przebywał w KL Stutthof. W obozie osadzona została również jego siostra Agnieszka. Lista osób spośród rodzin spółdzielców, skazanych na pobyt w hitlerowskich obozach i więzieniach, względnie w inny sposób pokrzywdzonych fizycznie i moralnie, jest bardzo długa. Tylko nieliczni wyszli z wojny i okupacji bez utraty kogoś bliskiego, bez psychicznych urazów i strat materialnych.